Rozdział: 8

Derivan i Laura byli zaskoczeni widząc jak Eryk przebił na wylot ciało swojego dziadka, nastolatek natychmiast ruszył do ataku i jednym ciosem w twarz, wyrzucił Eryka kilka metrów do tyłu.

- Na szczęście ominął punkty witalne, trzeba jak najszybciej zabrać burmistrza do szpitala - stwierdziła Laura

- Weź go, ja postaram się kupić ci trochę czasu

- Jesteś pewny? - Laura nie była przekonana co do pomysłu Derivana

- Poradzę sobie, idź

W tym momencie Eryk wstał z psychicznym uśmieszkiem na twarzy.

- Draniu, jak mogłeś to zrobić swojemu dziadkowi, czy naprawdę chcesz go zabić, po tym wszystkim co wy dwaj przeżyliście?

Słowa wypowiedziane przez Derivana sprawiły, że oczy Eryka na moment drgnęły, ale jednak ponownie ruszył do ataku.

- No chodź, pokaż na co się stać - Derivan podniósł garde przyjmując na siebie cios Eryka, który wyrzucił go kilka metrów do tyłu

Tymczasem w innej części miasta, Ray był otoczony przez kilkanaście goblinów.

- Hn naprawdę, sądzicie że wasza przewaga liczebna coś zmieni - skomentował - W takim razie chodźcie, jeśli sądzicie że możecie mnie pokonać

Gobliny ruszyły do ataku na Raya, nastolatek uniknął jednego z nich podskakując do góry, następnie przystawił dłoń do pleców goblina po czym uwolnił swoją choki i rozwalił go. Drugi goblin próbował zaatakować, jednak Ray uniknął jego ataku schylając się, następnie stworzył w dłoni ostrze choki po czym przeciął goblina w pół.

- Żałosne

Gobliny zaczęły płuc śluzem, Ray zwinnie je omijał i niszczył pozostałe gobliny, jednego po drugim.

Gdzieś indziej w mieście, Nohara używając swojej magii lodu, zamroziła ziemię powodując że Gobliny straciły równowagę i przewracały się, następnie rudowłosa nastolatka wyskoczyła do góry tworząc mnóstwo wielkich sopli i wystrzeliła je w gobliny, zabijając jednego po drugim.

To chyba wszystkie w tym obszarze miasta, lepiej pójdę sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje pomocy - pomyślała udając się w inne miejsce

Laura przyniosła Burmistrza do szpitala, zostawiając go w rękach lekarzy.

- Dobrze, muszę wrócić i pomóc Derivanowi

Zanim Laura miała wybiec, odezwał się Henry - Proszę, uratujcie mojego wnuka, on nie jest złą osobą

- Zrobimy co w naszej mocy, proszę się nie martwić - odpowiedziała wybiegając ze szpitala

W tym samym czasie trwała walka Kriro z Ronibo, ten pierwszy stworzył w dłoniach kule energii wyrzucając ją w stronę tego drugiego. Ronibo wystawił ręce w stronę ataku przeciwnika, zatrzymując go. Następnie machając rękami odrzucił go, Kriro tylko uśmiechnął się i pstryknięciem palca rozproszył kule na kilkanaście wiązek energii, które wysłał na Ronibo. Mężczyzna zwinnie omijał wiązki, nagle Kriro pojawił się przed nim uderzając go w brzuch, po chwili ciało Ronibo rozpłynęło się w powietrzu.

- Iluzja?

- Właściwie to moja technika powidoku - powiedział Ronibo pojawiając się za Kriro i ciosem w plecy wbił go w ziemię

- Niech cię szlag, ale chyba nie będę miał innego wyboru jak tylko użyć tej mocy

Nagle ciało Kriro pokryła czerwona poświata, co mocno zaskoczyło Ronibo.

- Ta moc, nie mów mi że...

- Dokładnie odnalazłem legendarną świętą górę, dzięki czemu mogłem napić się świętej wody, ta moc jest niesamowita

Kriro w mgnieniu oka zniknął z oczu Ronibo, i w ułamku sekundy pojawił się przed nim, następnie chwycił go za twarz i zaczął ciągnąć go po ziemi.

- I co ty na to? - Kriro wyrzucił Ronibo w powietrze, po czym pojawił się nad nim i złączonymi rękami uderzył go w kark powalając mężczyznę na ziemię

Jego moc jest na zupełnie innym poziomie, chyba będę musiał użyć 'tego' by go pokonać - pomyślał odskakując do tyłu i unikając uderzenia Kriro

Nagle Kriro pojawił się za Ronibo przebijając go na wylot, jednak chwilę później jego ciało rozpłynęło się w powietrzu.

- Kolejny Powidok? Gdzie on jest? - Kriro rozglądał się w poszukiwaniu przeciwnika - Widzę cię - Po znalezieniu Ronibo, Kriro od razu ruszył do ataku i wystrzelił promień, który trafił w kolejny powidok

- Znowu powidok, przestań się ze mną bawić, pokaż się

- Skoro tego chcesz - Ronibo wyszedł za drzewa, jednak jego wygląd się zmienił, prawą rękę i część twarzy pokryły niebieskie smocze łuski

Kriro ponownie ruszył do ataku, jednak tym razem Ronibo zablokował jego atak.

- Co?

Następnie, odrzucił Kriro na sporą odległość - Widzisz Kriro, nie tylko ty znalazłeś legendarne miejsce, ja również i to zrobiłem to tam nauczyłem się 'smoczego objawienia'

- Smocze objawienie, myślałem że to tylko legenda?

- Jak widać, ta legenda jest prawdziwa

Ronibo zniknął zostawiając po sobie niebieski płomień, w ułamku sekundy pojawił się przed Kriro i uderzeniem w brodę wyrzucił go do góry.

- Co za szybkość...

Zanim Kriro zdołał coś jeszcze zrobić, poczuł jak Ronibo chwyta go za nogę i rzuca na ziemię. Następnie Ronibo krzyżuje swoje ręce, a w wokół niego pojawia się kilka niebieskich płomieni, które Ronibo wyrzuca w przeciwnika, po trafieniu w niego powstał silny wybuch.

Tym czasem Derivan wciąż walczył z Erykiem, uczeń akademii był mocno poobijany.

Cholera, długo nie wytrzymam...jednak nie mogę się poddać

Eryk ruszył do ataku, Derivan próbował wykonać unik, jednak poczuł ból, a chwilę później Eryk kopnął go z kolanka w brzuch, Derivan splunął krwią odlatując kilka metrów do tyłu.

Jest źle, kończy mi się Choki...Jeśli czegoś nie wymyślę, to będzie koniec

Derivan zacisnął pieść i ponownie rzucił się do ataku - Bierz to draniu!

Eryk bez problemu zablokował atak, chwytając za rękę Derivana, następnie przerzucił go przez siebie, po czym wystrzelił magiczny promień.

- Więc to koniec - Derivan zamknął oczy czekając na tak, który nigdy nie nastąpił - Co się stało?

Otwierając oczy, Derivan był w szoku widząc stojącą przed nim Laurę, która przyjęła atak na siebie.

- Cieszę się, że zdążyłam - powiedziała kaszląc krwią

- Laura....LAURAAAAAAAAAA!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział: 4

Rozdział: 7